piątek, 31 października 2008

"Wierzę w świętych obcowanie..."


Dziś w naszym kościele obchodzimy szczególny dzień-dzień wszystkich świętych.
Arka Noego śpiewała: "taki mały, taki duży może świętym być!" Obserwuję nasze dzieciaki myśląc: "przecież to też mali świeci, którzy mają w sobie wiele dobra, od których mogę uczyć się prostoty, autentyczności, radości życia".
Jak w Mongolii obchodzony jest ten dzień?! Podejrzewam, że mało kto udaje sie na groby bliskich, a to ze względu na "świeżość" naszej wiary tutaj. Jutro chcemy jechać na pobliski cmentarz, aby nasi podopieczni mogli doświadczyć zwyczaju święta zmarłych.
Wczoraj ambasada mongolska (której ambasadorem jest Polak) zorganizowała Przegląd Piosenki Polskiej. Z radością i dumą słuchaliśmy naszych rodowitych piosenek. Zabawnie brzmiały w wykonaniu mongolskich dzieci takie piosenki jak: "Poszła Karolinka", czy "Pieski małe dwa". Laureaci otrzymali nagrody w postaci polskich produktów;). Jestem pełna podziwu, że tak młodzi wykonawcy podjęli się trudu nauki naszego języka, który nie jest prosty dla obcokrajowców!
Poza tym zbliżają się święta. W z wiązku z tym rozpoczęliśmy z Arnoldem (klerykiem z Indonezji) przygotowanie występu przez nasze dzieci, niebawem zabieramy się też za wykonanie kartek świątecznych.
Choć mija dopiero miesiąc mego pobytu, mam wrażenie jakkbym była tu już z pół roku. Pracy każdego dnia przybywa, sporo czasu pochłania nauka języka poprzez kurs mongolskiego, na który uczęszczam. Daje się też odczuć różnice mentalnościową obcując z tutejszymi pracownikami a co za tym idzie-piersze frustracje, niezrozumienie pewnych kwestii... Mam jednak nadzieję, że czas wszystko załagodzi i pozwoli przełamać wszelkie bariery!

sobota, 25 października 2008


"Gdyby na wielkim świecie zabrakło uśmiechu dziecka, byłoby ciemno i mroczno, ciemniej i mroczniej niż podczas nocy bezgwiezdnej i bezksiężycowej - mimo wszystkich słońc, gwiazd i sztucznych reflektorów. Ten jeden mały uśmiech rozwidnia życie". Julian Ejsmond
Uśmiech dziecka...niby nic a jednak tak wiele! Bez niego moje dni tutaj byłyby szare i ponure (jak ulice w Ułaanbatoor,hehe). Dzięki niemu sytuacje, które często są dla mnie przykre, trudne do zrozumienia, szybko idą w niepamięć! Niesamowitą lekcją pokory, docenienia tego co mam, są chwile, kiedy widzę na twarzach naszych dzieciaków uśmiech od ucha do ucha mimo ich trudnej sytuacji.
Potrafią się radować wszystkim-nowo narodzonymi psiakami, śniegiem, jabłkiem na deser, pochwałą w szkole.
Dziś mogłam w sposób szczególny zauważyć ich radość, ponieważ kilkoro z nich brało udział w Przeglądzie Piosenki i Tańca Mongolskiego. Podkreślę, że nasi podopieczni sami się do tego występu przygotowywali. Zarówno dla nich, jak i dla mnie stanowiło to niesamowite przeżycie. Gdy zobaczyłam ich na scenie, ubranych elegancko, trzymających mikrofony w rękach-moje serce chciało krzyczeć z radości i dumy! Mimo tego, że poprzeczka była dość wysoka, ponieważ większość dzieci występujących była przygotowywana przez specjalną szkołe tańca i śpiewu- nasi chłopacy zajęli II miejsce! Tej iskry radości w ich oczach nie zapomnę prędko! Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień będzie dla nich wszystkich dowodem, że chcieć to móc!

poniedziałek, 20 października 2008

Uszy i oczy naookoło głowy!


"Jeśli pierwszy raz mnie oszukasz, wina będzie twoja. Za drugim razem będzie moja".
Kłamstwo...Kto z nas nie kłamie? Kto z nas nie kombinuje, aby wyjść na swoim? Kto z nas żyje w pełnej prawdzie?! Nie śmię twiardzić, iż wszyscy kłamią, iż wszyscy "majstrują" w życiu! Dlaczego o tym piszę?! Ponieważ spotykam się na codzień tutaj z drobniejszymi albo większymi kłamstwami. Nie ważny jest ich rozmiar, istotny jest fakt! Można by spojrzeć na ten problem z tej strony: dzieciaki pochodzą z rodzin patologicznych, gdzie rodzice oszukiwali, kradli aby coś zdobyć, aby coś mieć. To normalne, że taki wzorzec nabyły. Ale czy to ich usprawiedliwia?! Czy też tak muszą żyć?!
Zauważam, że zachowania wyniesione z wcześniejszych środowisk projektują tutaj. Oszukują aby dostać jakiś ciuch, kosmetyk, czy po kryjomu bułkę od kucharki. Opanowały przy tym niesamowitą sztukę bycia przemiłym i przeuczynnym. Nie jest mi łatwo być w takich momentach asertywną, ale wiem, że jeśli nie wyłożę "kawy na ławę" i nie udowodnię, że ktoś kłamie-będą trwać w przekonaniu,że taki sposób na życie jest dobry! Wyplenianie zła, kłamstwa nie jest prostą sprawą, ale nie jest to też niemożliwe, jeśli będzie się konsekwentnym, z otwartymi oczami i uszami na wszystko;) Wierzę, że nasze dzieciaki nie są złe, takiego postępowania zostały nauczone i najprościej byłoby ich "przekreślić", zrzucić na margines! Najważniejsze-dostrzec w nich dobro, które zaleje ich wnętrza, by stawali się coraz lepszymi...

sobota, 18 października 2008

"Co daje wiarę w cud?!NADZIEJA!!!"


KOLEJNY DZIEŃ ZA NAMI...SKOŃCZYLIŚMY WIECZORNE MODLITWY (OCZYWIŚCIE PAMIĘTAM O WSZYSTKICH WOLONTARIUSZACH I BLISKICH MEMU SERCU!), PO CZYM DZIECIAKI POSZŁY OGLĄDAĆ FILM NA DVD. DZIŚ SOBOTA-DZIEŃ KRĘCIŁ SIĘ GŁÓWNIE WOKÓŁ SPRZĄTANIA, CHŁOPCY Z FR.PAULEM POŁOŻYLI W SWOICH POKOJACH GUMOLEUM, DZIĘKI KTÓREMU W POKOJACH ZROBIŁO SIĘ PRZYJEMNIEJ. TO CO MNIE ZADZIWIA W NASZYCH PODOPIECZNYCH TO ICH SIŁA-TAKI MONGOŁDZIU MA 6 LAT, A "MACHA" ŁOPATĄ JAK DOROSŁY!
WCZORAJ NIE MIAŁAM NAJPRZYJEMNIEJSZEGO DNIA-DZIECIAKI DAŁY SIĘ KONKRETNIE WE ZNAKI-CHCIAŁAM Z NIMI POLEPIĆ Z PLASTELINY. NIE MINĘŁO 5 MIN. A WSZYSTKIE KOLORY STANOWIŁY JEDNĄ MASĘ, KTÓRA ŚWIETNIE NADAWAŁA SIĘ DO RZUCANIA! EWAKUOWAŁAM SIĘ, ABY NIE STRACIĆ OKULARÓW! WIEM OD IZY I SAMA JUŻ TEGO DOŚWIADCZAM, ŻE BARDZO CIĘŻKO JEST Z NIMI PRACOWAĆ, WYKONAĆ CHOCIAŻBY JAKĄŚ PRACĘ. NIE POTRAFIĄ BOWIEM DOCENIĆ, USZANOWAĆ RZECZY, KTÓRE DOSTAJĄ DO RĄK.NIE UMIEJĄ TEŻ WSPÓŁPRACOWAĆ ZE SOBĄ. CIĘŻKI ORZECH DO ZGRYZIENIA... ALE WIEM, ŻE NIE MOGĘ SIĘ PODDAWAĆ, BO WTEDY AGRESJA, KTÓRA W NICH SIEDZI WEŹMIE GÓRĘ!
STARAM SIĘ DOSTRZEGAĆ MAŁE RADOŚCI, ISKIERKI, KTÓRE DODAJĄ OTUCHY. I TAK WCZORAJ, JAK I DZIŚ UCZYŁAM ANGIELSKIEGO STRASZEGO CHŁOPAKA. DZIŚ NAUKĄ ZAINTERESOWAŁY SIĘ JUŻ 3 OSOBY... MOŻE Z CZASEM ZAUWAŻĄ, ŻE NAUKA NIE MUSI STANOWIĆ KARY?! A JA?! DLA MNIE JEST TO ZNAK, ŻE MOŻE UDA SIĘ JEDNAK ZROBIĆ COŚ DOBREGO PRZEZ TEN ROK! GRUNT TO DZIAŁAĆ W MYŚL ZASADY: STEP BY STEP!;)
NIESAMOWITE!WŁAŚNIE WRÓCIŁAM Z GOŚCINY U "DOJARZY", CZYLI MAŁŻEŃSTWA OPIEKUJĄCEGO SIĘ NASZYM BYDŁEM. MIESZKAJĄ W JURCIE OBOK NAS. JURTA POKRYTA JEST SPECJALNYM MATERIAŁEM, W ŚRODKU STOI PIEC, W KTÓRYM PRZYRZĄDZA SIĘ POSIŁKI. NA STOLE STAŁO PRZYGOTOWANE JEDZENIE-NA PIERWSZY RZUT OKA MYŚLAŁAM ŻE TO ROBAKI-CO TO BYŁO W RZECZYWISTOŚCI?NIE WIEM-W KAŻDYM BĄDŹ RAZIE DOBRZE,ŻE BYLI Z NAMI CHŁOPACY-ONI SĄ ZAWSZE GŁODNI;) NIE DAŁO SIĘ WYKRĘCIĆ OD WYPICIA SUTYCE,CZYLI ZIELONEJ HERBATY Z MLEKIEM I SOLĄ. MÓJ DYSTANS NIE ŚWIADCZY O MOIM BRAKU ZAUFANIA DO KUCHNI MONGOLSKIEJ, TYLKO STOPNIOWYM PRZYZWYCZAJANIU MEGO ŻOŁĄDKA DO TUTEJSZYCH POTRAW. W KAŻDYM BĄDŹ RAZIE POSMAKOWAŁAM TROCHĘ KONINY I SERA SŁODKIEGO, KTÓRY JEDZĄ JAKO SŁODYCZ, PO CZYM POWIEDZILIŚMY GRZECZNIE "BAJERLA"-TZN. DZIĘKUJEMY, PONIEWAŻ TEMPERATURA W JURCIE BYŁA NIE DO ZNIESIENIA!
WŁAŚNIE TAKIE MOMENTY DODAJĄ MI SKRZYDEŁ, WIARY, ŻE TUTEJSZA "ZIEMIA" NIE STANOWI UGORU, ŻE MOŻNA JĄ URZYŹNIAĆ, BY WYDAŁA OWOC...DOBRANOC!

czwartek, 16 października 2008

Chwile ciszy...


Za oknem 3 stopnie, straszny wiatr i deszcz... pogoda rzekłabym "butelkowa";). W dzień nadal chodzę senna, piję kawę za kawą, bo przecież u nas w najlepsze śpicie!
Oby mój organizm szybko się przestawił!
Dzieciaki są w szkole, mam więc czas na sprawy "biurowe', powysyłanie wiadomości, porządki w kontenerach (niestety długo w nich nie wytrzumuję ze względu na temperaturę), zastanowienie się nad realizacją projektu z Ministerstwa. Ksiądz Wiktor jest obecnie w Polsce, więc mam okazję szlifować angielski z Fr.Paulem-Chińczykiem - który jest dyrektorem naszej placówki.
Od kilku dni nie daje mi spokoju mi pewna sytuacja,z którą mamy do czynienia aktualnie. Otórz w niedzielę jednen z ojców wziął "na widzenie" dziecko. Chłopak ma ok.9 lat. Do dziś go nie odwiózł. Fr.Paul wraz z pracownikiem socjalnym byli u nich w domu, niestety, nikogo nie zastali... Mężczyzna widocznie wywiózł gdzieś dziecko... Do takich sytuacji dochodzi tu dość często. Dzieci niejednokrotnie uciekają z domów i wracają do nas, bo żadne z nich nie chce być bite, głodne. Zapytałam, co możemy zrobić w takiej sytuacji?! Biorąc pod uwagę nasze realia - media by już "huczły" na temat zaginionego dziecka. Niestety nie tutaj...Fr. Paul wyjaśnił mi, że policja tutejsza miernie wywiązuje się ze swoich obowiązków, nazwę potocznie -"olewa" takie sprawy. Nie potrafię tego pojąć, ciągle myślę o naszym Butune,który w mojej pamięci non-stop się śmieje, gania za piłką,chodzi umorusany... Czy nie jest głodny?! Czy ma gdzie spać?! Ciężko uznać coś za normalne, co w rzeczywistości nie jest normalne...

środa, 15 października 2008

Wielka prośba!


Kochani!
Zbliża się zima... jesteśmy tymi "szczęściarzami", którzy mogli dotknąć pierwszego śniegu;0!w Amgalan coraz chłodniej, rano temperatura sięga ok -7st. Naszą naglącą potrzebą są buty zimowe dla dzieciaków, ponieważ część z nich biega w tenisówkach. Mamy zamysł, żeby zakupić dobre, górskie buty w Polsce, ponieważ tutaj można dostać najczęściej z Chin, które po miesiącu-dwóch nadają się do wyrzucenia. Zwróciłam się z prośbą do wolontariuszy z Olsztyna, jak również znajomego ks.Krzysztofa o pomoc. Z korespondencji wiem, że pomogą nam poprzez organizację zbiórek. Jeśli ktoś mógłby i chciałby dołączyć się do naszej inicjatywy-proszę o skontaktowanie się ze mną-mój mail iwonakuczynska82@wp.pl
Co paza tym?Powoli uczę się tutejszych zasad, reguł. Widzę, że niektóre dzieci, które patrzyły na mnie z dystansem, pomału przełamują się. Bariera językowa nadal stanowi problem w nawiązaniu lepszego kontaktu, ale "nie od razu Rzym zdudowano"!
Jak najbardziej zrozumiałą kwestią jest ta, że muszę zbobyć ich zaufanie. Podejrzewam, że ich sceptyzm wywołany jest wcześniejszymi doświadczeniami. Być może w ich sercach czai się strach przed dorosłymi, ze strony których otrzymywali nieraz lanie, którzy nie zaspokajali ich potrzeb. Wiem jednak, że mimo wewnęrznego buntu, który często uzawnętrzniają - pragną być kochane, przytulane, dostrzeżone - od tych najmłodszych po starszych!

Dzisiejsze nieśmiałe dziecko, to to, z którego wczoraj się śmialiśmy.
Dzisiejsze okrutne dziecko, to to, które wczoraj biliśmy.
Dzisiejsze dziecko, które oszukuje, to to, w które wczoraj nie wierzyliśmy.
Dzisiejsze zbuntowane dziecko, to to, nad którym się wczoraj znęcaliśmy.

Dzisiejsze zakochane dziecko, to to, które wczoraj pieściliśmy.
Dzisiejsze roztropne dziecko, to to, któremu wczoraj dodawaliśmy otuchy.
Dzisiejsze serdeczne dziecko, to to, któremu wczoraj okazaywaliśmy miłość.
Dzisiejsze mądre dziecko, to to, które wczoraj wychowaliśmy.
Dzisiejsze wyrozumiałe dziecko, to to, któremu wczoraj przebaczyliśmy.

Dzisiejszy człowiek, który żyje miłością i pięknem, to dziecko,
które wczoraj żyło radośćią.
— Ronald Russell

wtorek, 14 października 2008

"Jaki był ten dzień, co darował?..."



Kolejny dzień w Amgelan dobiega końca. Powoli wdrążam się w przejęte obowiązki po Izie,która wyjechała kilka dni temu... Problemem, który nadal mnie przygasza jest brak znajomości mongolskiego, co znacznie utrudnia kontakt z dzieciakami. Jeśli bowiem zrobią coś "na diabła", coś przeskrobią, zachodzę w głowę, jak mam im wytłumaczyć, że ich zachowanie jest złe, że tak nie powinni robić?! Wychowanie wówczas staje się karkołomną sprawą! Na szczęście jest ks.Wiktor i ks.Paul, na których wiem, że mogę liczyć w każdej sprawie! No i niebawem mam udać się na kurs mongolskiego;)!
Ale nie o tym chciałam pisać! Pragnę podzielić się tym, co było mi dziś dane zobaczyć, a mianowicie-wraz z częścią ekipy, która brała udział w wyprawie żaglowozami po pustyni Gobi-odwiedziliśmy Muzeum Przyrody. Może nie robi to na Was na I rzut oka wrażenia, ale dodam, że znajdował się tam szkielety dinozaurów, które wykopał wraz z innymi paleontologami Polak-Wojciech Skarżyński-którego było mi dane poznać osobiście! Uratowało nas kilka zdjeć z I ekspesycji, ponieważ generalnie dziś muzeum jest zamknięte, ale dzięki nim udało nam się przekonać pracowników i obejrzeć owe muzeum. Bardzo się cieszę, że miałam taką możliwość, ponieważ wiem, że pracy w naszym Savio Home jest dużo i być może nie miałabym takiej okazji...
Stolica Mongolii oblężona jest samochodami, w porównaniu do naszej Warszawy mogę stwierdzić, że nie panuje tu żadna kultura jazdy. Pierwsze, co należy uczynić w Ułan Bator, to opanować sztukę przechodzenia przez ulicę, coby nie zostać potrąconym! Cieszyłam się na myśl powrotu do naszego Amgalan, gdzie mamy krowy, świnie, gdzie nie słychać klaksonów a przez okno widać niesamowicie gwieździste niebo!Dobranoc